Dawno, dawno temu Panią na Zamku w Iłży była Księżna Odosława. Była ona bardzo złą kobietą a przez lata rabunków i zbójowania zgromadziła bardzo duży majątek. Kazała więc wykuć pod zamkiem sieć korytarzy by ukryć w nich wszystkie zrabowane skarby. Lata mijały, a księżna robiła się coraz bardziej stara. Pewnego gwieździstego wieczoru wyszła na basztę by móc rozkoszować się pięknym widokiem. Krajobraz osady i lasów tak ją oczarował, że robiąc nieuważny krok poślizgnęła się i spadła w dół. Po śmierci Odosławy, wielu ludzi szukało ukrytych skarbów, jednak nikomu nie udało się ich odnaleźć. Podobno co roku, w Boże Narodzenie, ktoś kto wejdzie na górę zamkową może zobaczyć otwarte wrota a za nimi ukryte skarby i bogactwa. Jeśli jednak ktokolwiek zdoła przekroczyć wrota, zostanie w niech zamknięty na zawsze.

 

Pewnego dnia, w dzień Bożego Narodzenia, do karczmy w Iłży przybył syn z matką. Słysząc opowieści o Odosławie i skarbach ukrytych pod zamkiem, ciekawy chłopiec namówił swoją matkę aby wejść na górę. Chociaż kobieta nie wierzyła w opowieści ludzi, dała się przekonać swojemu synowi. Całe wzgórze było pokryte grubym śniegiem ale udało im się dojść na szczyt. Kiedy dotarli do murów zamku zaczęli z zaciekawieniem obserwować wrota. Nagle, ku ich zdumieniu mosiężne odrzwia zaczęły się otwierać a za nimi ujrzeli mnóstwo skrzyń wypełnionych złotem i szlachetnymi kamieniami. Kobieta oczarowana blaskiem wszystkich bogactw ruszyła w ich kierunku, nie zważając na protesty syna i przekroczyła wrota. Kiedy była już bardzo blisko skrzyń, usłyszała nagle łoskot zamykającej się bramy.
Na próżno nawoływała swojego syna i wśród ciemności wołała o pomoc. Zrozpaczona usiadła, zalewając się łzami. Płakała tak długo, aż u stóp wzgórza z jej łez utworzyło się źródło z którego wypłynął strumyk nazwany przez miejscowych „Jej Łzą”. Z czasem nazwę tą przyjęła rozwijająca się tutaj osada, Iłża.